Wywiad ze Stanisławem Tabiszem

Wywiady przeprowadzone przez Wiesława Smużnego z uczestnikami III Forum

Wywiad ze Stanisławem Tabiszem

 

Wiesław Smużny: Czym dla Ciebie jest malarstwo:

Stanisław Tabisz: Malarstwo jest dyscypliną plastyczną, która polega - w klasycznej formule - na malowaniu farbami na płótnie. Najprościej, tak można powiedzieć. Na określonym formacie płaszczyzny malarz stawia barwne plamy. Porządkuje je jakoś, mówiąc ogólnie  i z tego wychodzi bardziej lub mniej udana kreacja. Ona jest czasem związana z obrazem otaczającego świata, a może być również jego interpretacją albo zupełnie jakąś zaskakującą,  fantasmagoryczną wizją, odchodzącą od tego, co na ogół nazywamy naturą lub rzeczywistością.[…] Na prostokącie płótna, deski, na kwadracie, owalu czy elipsie, malarz kładzie barwne plamy pędzlem. Farby mogą być różne, pędzle mogą być różne… Tu nie chodzi o samą technikę, ale o rodzaj dyscypliny konstruującej pewną całość... To się oczywiście wiąże z językiem, czyli z formą "mowy", "wypowiedzi", "artykulacji"... Plama barwna posiada kolor - czyli natężenie temperaturowe, posiada również walor - czyli stopień ściemnienia, posiada wielkość oraz substancjonalną objętość i strukturę materii. Można powiedzieć, że malarstwo posługuje się pewnym zbiorem gramatycznych środków. No i z tego powstaje obraz. To, co powiedziałem o kreowaniu na płaszczyźnie, nie wyklucza oczywiście kreowania w przestrzeni. Możemy mieć do czynienia z malarstwem uprawianym przestrzennie, realizowanym na wielu płaszczyznach i przenikających się przekrojach…Jeżeli jednak chodzi o to najbardziej klasyczne malarstwo, to od wieków - wiadomo. W określonych ramach kompozycyjnych rozgrywa się jakaś sytuacja, intryga  kolorystyczna i jak mówię, może to być przedstawienie dalsze lub bliższe otaczającego nas świata. I ja się tym posługuję. Widzę, że malarze współcześni bardzo różnią się od tych z poprzednich epok. Jednak żyjemy w określonym czasie i ma to wpływ na artystów, ma również wpływ na ich sposób postrzegania i relacji ze światem. To, co się dzieje współcześnie: ta zanikająca wrażliwość sumienia i karkołomna interpretacja świata, ta bufonada i cynizm, skandalizująca arogancja, relatywizm i manipulowanie faktami, unifikacja i kneblowanie uczuć, szyderstwo naprzeciw wzruszeniu... A przecież każdy człowiek nosi w sobie światło życia, jest niepowtarzalny, obojętnie w jakiej epoce się urodził. I to ma wpływ. I w zasadzie, jeżeli chodzi o sztukę, nie tyle można mówić o rozwoju, co o pewnych odmiennych formach przeżywania tego samego. Stylistycznie, może to być bardzo bliskie sztuce jakiegoś malarza z innej epoki, ale w szczegółach, detalach, w nastroju, w materii, może się to bardzo znacznie różnić, może pokazywać inną, niepowtarzalną twarz...

 

W.S.: Jak rozwinął byś pojęcie piękna?

S.T.: Wydaje mi się, że "piękno" trudno jest jednoznacznie określić. Namalowana czy narysowana twarz starca lub młodej dziewczyny  może  być piękna, w odczuciu plastycznym, a nie tylko estetycznym. W odczuciu formy zauważona: szlachetna, piękna. Wydaje mi się jednak , że wartość i ambiwalencja "piękna" leży w złożonej zjawiskowości świata, bo przecież  istnieje przeciwny biegun piękna - brzydota. I pomiędzy tymi biegunami jest masa odcieni różnego natężenia piękna. Mnie się wydaje że coś, co nas specjalnie nastraja lub zachwyca i powoduje jakieś przeżycie, należy do domeny piękna. To jest bardziej ukryte lub mniej ukryte w naturze, w rzeczywistości, w nas samych. Artyści starają się piękno wydobywać poprzez uwydatnianie sprzecznych pierwiastków wziętych z natury. I to piękno jest raczej takim pierwiastkiem romantycznym i kreatywnym, związanym z refleksją i zachwytem nad życiem, nad wszystkim co nas otacza. […] Już tak długo zajmuję się malarstwem, że właściwie oczywistą sprawą jest pewna specyficzna harmonia związana, np. z układami kompozycyjnymi… Kompozycja (obojętnie czego dotyczy) jest to, mówiąc w skrócie, układ elementów w pewnym wyszukanym świadomie porządku i zakresie. Nie ma na to jednej reguły, chociaż są pewne typy i rodzaje kompozycji. Można porządkować centrycznie. Można porządkować symetrycznie. Można porządkować statycznie, dynamicznie. Można stosować kompozycję otwartą, zamkniętą, itd. I te wszystkie rodzaje wpływają na pewien  ład,  pewien swoisty  porządek, spójność. I wydaje mi się, że w świecie, a i w całym kosmosie, można to zauważyć, a tym bardziej na płótnie malarza. To wszystko jest, w pewien tajemniczy sposób, świadomym zabiegiem, ustaleniem pewnych nawzajem oddziaływujących na siebie wartości i proporcji.  Taka dramaturgia i struktura powiązań w czysto plastycznym języku obrazu. Ona polega na tym, że… ten ład i porządek jest rodzajem piękna.

Przykłady: Malarstwo różnych epok, tak odmienne stylistycznie, operujące innymi środkami wyrazu i sposobem obrazowania, prezentuje sobą ład podporządkowany całościowej wizji świata, jaką malarz ma w sobie i jaką stworzył.  Może być to pejzaż, postać, portret, bardziej złożona kompozycja rodzajowa czy roślinna, itd. Ale to jest chyba rzeczą elementarną, iż przez wszystkie epoki ten rodzaj harmonicznego tworzenia funkcjonuje do tej pory. Malarze podejmują wysiłek - zdawałoby się - w formule, która jest już wyczerpana przez mistrzów, przez innych malarzy, którzy pewne rzeczy sformułowali w taki sposób, że już nic nie można dodać ani ująć. A tymczasem okazuje się, że i natura i człowiek są tak bogate, iż w ramach konwencji, która ma zdawałoby się określony i wyeksploatowany zasób środków, są nieskończone możliwości. Malarstwo ma te możliwości nadal...

 

W. S.: A kolejne pojęcie - dobro?

S.T.: Tu można prowadzić dyskurs na gruncie filozoficzno-etycznym: co jest dobre dla człowieka, co jest złe. Są na to moralne kodeksy określające, co jest dobre, a co złe, natomiast w sztuce… nie ma takiej spójności. Często łączy się dobro i piękno ze sobą, bo w gruncie rzeczy są to niezwykle istotne pierwiastki, które łączą się gdzieś tam i prowadzą do jakiegoś ostatecznego, absolutnego rezultatu. Zetknąłem się jednak z powiedzeniem, że nie każde piękno jest dobre i nie każde dobro jest piękne. Sam obraz często pozbawiony jest kategorii etycznych. Nie można go rozpatrywać w kategoriach etycznych. Jest tam raczej zawarty rodzaj przeżycia, zaangażowania, postawy, magicznej szarlatanerii. Jest w obrazie rodzaj widzenia i kreowania świata w języku barw, w języku form, w języku materii. I wcale nie musimy analizować czy interpretować obrazu pod kątem etycznym. Nie mówię, że piękno i dobro są to rozbieżne rzeczy, ale plastyczne dzieło sztuki na ogół nie podlega kategoriom etycznym, jest nawet etycznie nieuchwytne... Zło przedstawiane na obrazach Hieronima Boscha w sensie malarskim jest piękne, ale w sensie przedstawienia, w sensie symboliki i treści tego, co się tam zawiera, jest makabryczne. Jest ze świata piekielnego, świata destrukcji, okrucieństwa i rozpadu. Tutaj można przedstawiać dwie kategorie, bo obraz mogę interpretować ze szczególnie odpychającym wrażeniem, bo tam się dzieją różne okrucieństwa i obrzydliwości, ale jednocześnie patrząc na ten obraz, na tę kompozycję, na to przedstawienie zła, na tę wykreowaną, wizjonerską scenę… jestem zachwycony tym sposobem i rodzajem przedstawienia. Więc to jest bardzo ambiwalentne…Zresztą sam Bosch powołał przed oczy te wszystkie sceny piekielne, makabryczne, deformujące, okrutne, a jednocześnie namalował "Ogród rozkoszy ziemskich". Podejmował tematy arkadyjskie, jak i te piekielne, te infernalne. Jak mówiłem przy kategorii piękna:  w świecie jest tak, że nie istnieje samo piękno, tylko ono istnieje w kontraście, w opozycji, bo na przeciwnym biegunie jest zło. I odwrotnie. I to wszystko ze sobą toczy jakiś bój, ustawiczną walkę,  tworzy jakiś dziejowy ferment i w tym człowiek musi się znaleźć, i z tego ocalić dla siebie jakieś wartości. "Piękno", "dobro", "prawda" - to wszystko są elementy i skarby, które dopiero wydobywamy ze świata… Świat jest bardzo złożony, bogaty i różnorodny. Każdy człowiek musi te "drogocenności" zobaczyć, wychwycić i na swój sposób je przeżyć. Życie człowieka jest takie, jakim wartościom na co dzień służy. Można wywieszać wspaniałe sztandary na temat dobra, piękna, publicznie ogłaszać i manifestować swoje poglądy, ale de facto świadectwo tego kim człowiek jest, daje nam codzienna praktyka. Jakim wartościom służy, jakich wartości broni. I jakie wartości propaguje, kreuje i upowszechnia...      

               

W.S.:  Czy to, co powstaje w Polańczyku jakoś wiąże się z hasłami III Forum Malarstwa Polskiego?

S.T.: Artyści są od tego, aby wychwycić i unaocznić zjawisko istnienia wartości, a nie od tego, aby wartości i pojęcia nazywać, definiować, określać. One funkcjonują w obrazie, one są z całą złożonością żywiołu istnienia. Ludzie, patrząc na dzieła sztuki, odczuwają je. Natomiast często tam nie ma definicji ani piękna, ani dobra. Tam jest jakiś odcień żywej reakcji, kawałek jakiegoś dramatu, jakiegoś bólu, jakiegoś nastroju, jakiejś zachwycającej, kolorystycznej gamy…Objechaliśmy całą pętlę bieszczadzką. Olśniło mnie... Ta kolorystyka... (Ja lubuję się raczej w zimnych tonacjach i większość moich obrazów zawsze oscyluje gdzieś tam w stronę zieleni i błękitów).

Natomiast tutaj, w Bieszczadach, okazało się, że te wszystkie czerwonawe, złotawe i rude tony, wszystko co ciepłe i słoneczne, to wszystko łamie się od zieleni do ugru, od brązu do czerni…I tak zaczynam malować…Robię podmalówkę do trzeciego już obrazu... Nagle poruszam się w zaskakującej dla mnie tonacji. Nie lubię ciepłych barw w przewadze, a jednak wziąłem teraz większe płótno i maluję w obcej dla mnie kolorystycznej skali. Myślę, że spowodowała to nasza wyprawa i zobaczenie w pełnym świetle piękna tych okolic, gór, lasów, zieleni, nieba, tych drewnianych cerkiewek, które mają kolor naturalny, niekiedy ciemny, czarniawy, czy naturalnie brązowy. Zobaczenie piękna i malowniczej urody ludzkich osad, zagubionych gdzieś  tutaj, na krańcach Polski, gdzie z  daleka, z niektórych wzgórz widać już tereny ukraińskie i słowackie... Ta wycieczka była dla mnie ucztą... Jak pisał Józef Czapski - nasiąkamy naturą, wchłaniamy ją, przeżywamy. Chodzę, oglądam, poddaję się nastrojom, doznaniom, przeżyciom, a później to wszystko, w innym miejscu dopiero, spożytkuję w malarstwie, w twórczości. I tutaj tak jest... Gdy wrócę do Krakowa długo jeszcze będę rozpamiętywał pobyt tutaj, olśniewający rezultat oglądania i podziwiania niezwykłego zakątka Polski, bardzo pięknego... (...) Może jeszcze dodam do mojej wypowiedzi coś bardziej osobistego. Ponieważ pochodzę z tych stron i ten chwilowy powrót w rodzinne okolice wyzwala we mnie rodzaj sentymentalnego wzruszenia… Cały czas chodzi mi po głowie napisany na emigracji wiersz Stanisława Balińskiego p.t. "Kraju mój", w którym poeta wyraził w sposób przejmujący swoją tęsknotę za rodzinnym pejzażem. To mniej więcej brzmi tak: "Płynę do Ciebie po nocy / kraju mój śpiewny, uroczy / tam chmurki drżały z tkliwością / a wiatr kołysał serdeczny / o kraju mój tyś mą miłością - wiecznie... /Tam był nasz dom i olszyny/ cerkiewka stara i młyny / i bzy w liliowej poświacie / o których pieśni mówiły / że najpiękniejsze są w świecie - bo były... Tam tajemnicze moczary i cmentarz / przy nich dom stary / i napolioński gościniec / zarosły w czasu wiklinie / mówiono o nim że płynie - bo płynął... płynął..." (...). Cała ta tęsknota za jakimś małym zakątkiem zapamiętanym z dzieciństwa wprawia mnie w zachwyt, zwłaszcza gdy słucham tego wiersza w wykonaniu Oli Maurer z muzyką Grzegorza Turnaua... To, co przeminęło, w naszej pamięci okazuje się najpiękniejsze... I tu w Bieszczadach jest coś takiego, taki zakątek przeze mnie zapomniany i teraz na nowo odkrywany. Żyje tu trochę ludzi rozproszonych po różnych  dolinach i małych osadach. Oni żyją prawdopodobnie trybem życia jeszcze z XIX wieku. I jak się tak znienacka wraca, to widzi się wprawdzie inaczej niż kiedyś, ale zaczyna się rozumieć wiele rzeczy w sobie i u innych. Razem z nami jest malarz z Krakowa Stanisław Batruch, który także pochodzi z tych okolic, z Zagórza. Znając wcześniej jego malarstwo, dopiero teraz jakby bardziej odkryłem i doceniłem jego indywidualność, zauważyłem wpływ pejzażu i okolic, w jakich się wychował, na jego formalne rozwiązania w obrazach. Są malarze, którzy lubią pewne charakterystyczne dla siebie muzyczne rejestry i harmonie barw, a  to się bierze z intensywnego  obcowania z naturą. Po prostu Batruch w dzieciństwie przebywał w tych okolicach, tak jak ja. I mamy w sobie pewną instynktowną potrzebę jakiegoś koloru, głód koloru, żądzę koloru. Teraz to gdzieś tutaj odnajduję… oglądam... Niby to znam, a nie znam, już zapomniałem, a przypominam sobie jak jakąś baśń lub delikatny sen… I wszystko to jakąś sentymentalną refleksją we mnie się odradza...

Fundacja Malarstwa Polskiego | ul. Przemysłowa 11, 38-600 Lesko | Telefon +48 013 46 888 00 www.ideo.pl